Bóg — Ojciec i Chleb
z tomu Poemat nielogiczny (1949)
Aż im w pamięci zgasł i skrzepł
prawdziwych imion święty głos.
Ach, gdyby tak odwieczny kos,
ten ptak, co głosy ludzkie umie,
lecz sam tych głosów nie rozumie...
Ach, gdyby żył do naszych czasów!
Pewnie by w głębi starych lasów
ku wiośnie śpiewał ludzkim głosem
imiona święte cieniom sosen.
A może też któremu z nas,
który by zabrnął aż w ten lasnie za paproci dziwnym kwiatem,
lecz za ginącym goniąc światem...
Może by dźwięki zapomniane
przez kosa w lesie wyśpiewane
zapadły i zagrały echem.
I może wreszcie by pod strzechę
wróciły.
Gdyby je chwycił tak jak siecią
leśny i rozdał smutnym dzieciom.
A może jakiś koralowy
płanetnik dziwny i niezdrowy
z drzew by je mocą swoją strząsał,
lecz nie ten, który w durnych pląsach
sprzedaje talent co niedziela
i choć poezję wciąż wydziela
jak pająk nić, jak pszczoła wosk,
żeby opiewać muzę Moskw
z gór Euterpe, z Wróblich Gór
czy szereg innych mętnych bzdur
*
za...
Więc może Lechoń, może Lechoń
jak przezroczyste trudne echo
srebrnych i czarnych swoich nut
podejmie ten najkrwawszy trud.
Albo jeszcze
Wierzyński dźwięczny i namiętny,
tragiczny i z tych lat pamiętny,
*
...nie wiem za co.
Nie wiem, czy ich w ogóle płacą.
Lecz żeby spodleć tak, skamienieć
i spleść się z wrogiem, związać, zbratać,
żeby usłyszeć serce świata
bijące w Moskwie. —gdy o Wysokiej śpiewał trumnie.
Śpiewnie i rzewnie, szumnie, dumnie.
Może Baliński, jak bard prawie,
kiedy zaśpiewał o Warszawie.
Może Sułkowski abstrakcyjny,
ozdobny, lśniący, precyzyjny
w niespodziewanej metaforze.
A może ukraiński orzeł,
któż? —