Pierwszy oficer
z tomu Badyle (1932)
Pędzę, a za mną cztery węże rozpętane cwałem
nie patrzą; w jasność jadą, czy też w czarną ciemnię,
gdzie ja, tam oni wpadną, skruszą piekło całe,
zdepcą wszystko, co w poprzek stanie im daremnie.
Ślepo naprzód i naprzód raz pchnięci rozkazem
pędzimy jak lawina z Himalaj, czy z Karpat,
otucha w piersiach gra nam, serca biją razem
w takt grzmotu kopyt końskich, w takt łoskotu armat.
Błysk szabli, nowy rozkaz przeleciał nas dreszczem,
zdarte konie zaryły ziemię aż po brzuchy,
cztery stalowe cielska zaparte jak kleszcze
pluły ognistym jadem piekielnej ropuchy.