Eskadra
z tomu Badyle (1932)
Z dywanów zielonych sprężyną
śmigają wysoko w powietrze
sztywnymi skrzydłami szumią,
motorami warczą na wietrze,
a potem — giną--------W przystani
Na stalowej kotwicy stoję w cichym doku,
żadna burza nie zajrzy do mojej przystani,
lekki wiatr tylko czasem na strzelistym foku
porusza olinowaniem.
Już rozwścieczone fale nie walą mnie hurtem,
nie bryzgają złośliwie w wartowniczy okap,
zaoliwiona woda obmywa mi burtę
zostawiając kolorowe oka.
W morzu tkwię, a ono mnie już nie kolysze,
nie trąca mi kadłuba pienistym ogonem
i chociaż mam wokoło niezmąconą ciszę,
powoli tonę.