Martwa natura

z tomu Badyle (1932)

Na zimnym polerowanym blacie stołu
krzywym, dziwnie pochyłym, na nogach komicznych
obrus z blaszaną fałdą oświetlony z dołu,
z plamami kolorowych owoców zagranicznych.
Nakrochmalony obrus z dziwacznym monogramem,
nieoskubana kaczka na tacy się bieli,
nożyki do owoców i butelka z tranem,
podziwiam delikatny koloryt moreli.W rozdętej, śliskiej kuli z kolorowego szkła
widzę krzywe odbicie swojej młodzieńczej twarzy
ciągle — te złote błyski jednostajnego tła
ciągle — świecący światek idealnych marzeń.
Wszystko do mnie nagięte, wszystko mnie otacza
martwym wieńcem okala wypaczoną postać;
bez skutku głodne oczy w lśniącą powierzchnię wtłaczam
ze wszystkim co jest za mną, nie potrafię się rozstać.
Dosyć — dzisiaj rozbijam wypukłe zwierciadło
rozwalam twardą pięścią ułudną kolistość,
śmiało przed siebie patrzę w przestrzeń nieodgadłą
bierze mnie i zakotwicza prosta rzeczywistość.