Dobrych sztuk
z tomu Poemat nielogiczny (1949)
dzięki pisarzom mamy huk.
Nie wszystkie teraz może gra się,
lecz będą grane w swoim czasie.ma niewytłumaczony uraz.
Bo przecież gdyby właśnie nie to,
niejeden mógłby być poetą.
Niewielu wszak poetów pisze.
Poeci, co kochają ciszę
i poetycki mają wgląd
w rzeczywistości rdzeń, i stąd
nie muszą zaraz pisać wierszy.
Horyzont niekoniecznie szerszy
od pisujących mają oni.
Za to czytają innych.
Bronić
ich muszę przed uśmieszkiem
lekceważenia.
Dotknąłem sprawy ledwo brzeżkiem,
a już wyłania się dylemat.
W poezji nie wystarczy schemat.
Wołałbym jednak na przykładzie
omówić kwestię tę.
W zasadzie
sztuka to chyba sprawa jedna.
Dotknę jej zaraz jądra, sedna,
jeżeli zacznę od muzyki.
(Nie chciałbym tutaj zadrzeć z nikim.)
Muzyka jest to sprawa znana,
dyskutowana, omawiana *
,
zwłaszcza wśród kół, dla których piszę.
Ja osobiście, kiedy słyszę
* Mała dygresja — londyńczycy
najlepsi w świecie politycy,
wiemy to dobrze z doświadczenia,
więc londyńczycy, a więc Londyn,
(znów się zasłaniam cudzym sądem)
są dziś bezsprzecznie, pod te lata,
na czele muzycznego świata.fortepian sam, tak, sam fortepian,
harmonizuję swoje wnętrze
i choć to dziwnie brzmi — ja dźwięczę.
A kiedy błąkam się po ciszy
myśl o muzyce snując cichszy,
zdumiony pytam: „Tyś li? Tyś li?”
słysząc muzykę moich myśli.
Tak trudno mówić o czymś serio,
bo ludzie źli donkiszoterią
najrealniejsze nazwą sprawy.
Opuszczam więc nie dla zabawy,
wykład o muzyce współczesnej
dla sprawy również niedoczesnej.
Więc każdy wie, że prawo święte
rządzi najprostszym instrumentem;
toteż, kto posiadł sztukę grania,
nie zacznie od komponowania,
lecz uczęszczając na koncerty
słucha, smakuje i odbiera,
wstrząsa nim fraza, pierś mu wzbiera,
gani albo z zachwytu blednie
wciągnięty w nurt prawie bezwiednie.
Jest jakaś pasja, jakiś snobizm,
co nawet z obojętnych robi
sympatyków, wtajemniczonych,
muzycznie jakoś nastrojonych;
prawie koterie czy „salony”
.
Urocze córki, siostry, żony,
mężowie i kuzyni dalsi
robią się jacyś głębsi, stalsi,
w imię Ravela czy Brittena.
Lecz żeby tak w imię Verlaine’a,
w imię trocheja, w imię jambów,w imię sonetów, dytyrambów
czy w imię triumfalnej ody
dostać kropelkę czystej wody.
Nie tylko, że się mało kto zna
na wierszach, ale jak się pozna,
odwrócą się od niego bracia,
tak jakby nagle strędowacial.
Toteż rodzice, gdy rozważni,
poezją nie chcą dzieci drażnić,
a stąd znów płynie w konsekwencji
niejeden brak w inteligencji.
Nikogo dziś nie kusi Dante,
choć się potępia Ola Jantę,
lecz nie za Śmierć białego słonia,
a za prywatne testymonia.
Wróćmy do dzieci.