Jaśnie —

z tomu Poemat nielogiczny (1949)

słowiańskim przepojony mitem,
pszenicą złoty, srebrny żytem
i otoczony niby wstęgą
Zielenią.
Nieludzki bytem i mitręgą.
Miał pisać — nie napisał,zwyczajnie — nie zdążył.
Jak pająk po swej sieci,
tak myślami krążył...
Spięć szukał,
przewodniczek grozy.
Sam się w niej pogrążył.
W zatracie zmarłych cieni,
chybotliwie zwiewnej,
na tamtej drugiej ziemi,
płaskiej i bezdrzewnej.
Czy śpiewa tam, jak śpiewał?
o dębie, co z Bogiem
jednał się uroczyście
w kościele ubogim,
za którym w wysokości
wzorzyście się wśniło
drzewo łaski roślinnej...
Jak mu jest tam, czym innym,
niż mu się tu było?
A było mu się tu niewdzięcznie,
samotnie jakoś i pokutnie,
choć się wywijał, jak mógł, zręcznie,
było mu coraz okrutniej.
I szukał ciągle, ciągle szperał
i jak czarodziej słowa łowił,
słowami żył, w słowach umierał,
tragiczny lepiarz słowi.
I pisał wiersze też słowami,
urodzonymi z jego łona.
Módl się, Leśmianie, za słowami,
jeżeli które w pieśni skona.