Lechy,

z tomu Poemat nielogiczny (1949)

Jany, Józefy czy Damiany,
każdy w kołysce już nazwany,
z patrona bierze jakieś coś.
Lech będzie wierny, Jan na wskroś
Bogiem przewiany.
Józef stateczny, niezachwiany.
A wreszcie Kośmy i Damiany
po kiemliczowsku będą czuć.
Imię człowieka może kuć.
Imię zabije i uleczy,
nawet i imię dane rzeczy.
Jak więc poeta ma być czujny,
by mógł właściwe imię dać,
i jak na wylot mowę znać,
by mowie swej nie przynieść ujmy.
Przodkowie nasi w dawnych czasach,
mieszkając na polanach w lasach,
za więź, za łączność narodową
mieli jedynie wspólne słowo.
To, że rozumiał, że pojmował,
to go łączyło z drugim — słowo.
Co go różniło z cudzoziemcem —
niezrozumienie, więc go Niemcem
nazywał przodek nasz — to wiemy.
Dlatego Niemiec, że jak niemy
bełkotał tylko, dać znać nie mógł,
jak go pytali po swojemu.Więc w mowie jeszcze jedno drzemie:
wspólność, jednakość. —