Nic nie będzie, o panno,

z tomu Obrona mgieł (1949)

różo, lilio, dziewanno,
nic nie będzie, nic a nic,
tylko pustka bez granic.
Coraz ciężej, coraz trudniej
będzie chodzić do studni —
po wodę, po urodę,
przelecą lata młode...
A po co urosłaś samotna
po coś warkocze zaplotła?

Paw
Małoszowskie złe duchy wyłaziły z pawia,
gdy wrzaskiem przeraźliwym targał rosy blade,
łomotem twardych skrzydeł mgły nocne rozkrwawiał
i w ogonie wlókł poszum kolorowych widziadeł.
Trawa więdła ze strachu, ćma kluczyła nocą,
marły ciepłe dziewanny i gwarne czereśnie,
myśmy kołdry na głowę naciągali dygocąc
i zbawienia szukali w poduszkach i we śnie.
Trzy były Małoszowy — trzy światy oddzielne:
pański z pawiem krzyczącym, nasz z krzywym kieratem
i Doły — trzy chałupy jak babki kościelne
mamroczące wierzbiną — suche i kudłate.
Sołtys z Dołów dziś umarł, a zabił go paw,
krzykiem pierś mu przewiercił i wystraszył duszę,
po śmierci obydwoje pofrunęli nad staw —
para z człeka i pawik z kolczykami w uszach.
A nad stawem Honorka bieleje jak co dzień,
głowę biedną na gładkich kolanach oparła,
wpół przymknęła powieki i pierś studząc w chłodzie
drobne liście akacji po kolei darła.
Kocha, lubi, szanuje, nie chce, nie dba, porzucił,
liść po liściu opada i pod stopy się ściele —
paw przysiadł na gałęzi, gacek z drogi zawrócił,
sołtys leży bez duszy w kościele.
1 1