Nokturn

z tomu Dalekie łąki (1935)

Rozwiały chmury dzień złocony,
Powój kwiatami wiotko opadł,
Kołysze światem wierny Onycz
I szeleszczący skrzyp kuropatw.
Po suchym brzegu, malej ziemi,
Ponad sitowiem, w brzęku ważek,
Z rękami w tył założonemi,
Rozdygotany boso łażę.
A z tonów, które mrok oddalił,
Wyrasta niepojęty nokturn,
Do piersi przypadł, w żebra wali,
Jak oszalały tępy doktór.
Dźwięki do dźwięków synkopami,
W mózg i na palce drżące pokładł,
Serce zdrutował, twarz poplamił,
Szaleństwem urojonych oktaw.
I już nie błądzi, nie napada,
W krwi się roztopił, dech przepoił,
Po ciele przebiegł, z sercem gadał,
W skroniach zabębnił niepokojem.
Przybłędo — czemuś uciekł wodom,
Żeby się we mnie zadomowić,
Jakąże pieśnią, jaką odą
Można Cię wygrać i wysłowić?