Ocaleję
z tomu Akord (1951)
Zaświecił jaskier — motyl płóciennej łąki,
zaświergotała trawa — weselny stół,
skrzypi sól w rozważnych palcach.
W śpiewie zębatych kół
rozważam koralowe ułomki,
rozważam kryształki soli,
obroty ziemi, wiatr i muł.
I w otwartą studnię bez dna
rzucam ziarnem jak chmura gradem.
Chmielem pachnie jęczmienna łza,
kropla rosy napojona jadem.
W pocie czoła urosło zboże
na pustyni, gdzie tylko sucha zamieć.
Znaki lecą, ptaki lecą za morze
nad wodami, nad wodami, nad wodami.
A nad ptakami sidła śpiewają,
nad ptakami furkoczą nuty.
Twój to zamiar jak pajęczyna rozsnuty
nad ptakami, co świecą spadając.
A na skrawku najsrebrniejszej rosy
zapatrzony w ojczyste niebo
wierny rybie i dwunastu chlebom
jelonek szczęśliwy i radosny.