Otoczony dziewięcią muz,
z tomu Strofy o malarstwie (1953)
pałające mistyczne pragnienia,
po ludzku ucieleśniał
w budowaniu i w pieśni,
i w radości samego istnienia,
choć niepokój trawił go i rósł.
Na posadzce chłodnego perystylu
wznosił bujnym tęsknotom kolumny.
Jednym śmiałym zamachem
dęby przystroił dachem —
architrawem połączył rozumnym
las kamienny w greckim kuty profilu.
Ściany zwilżył różami kolorów,
światłem splamił wnętrzności grobowców,
w reliefach się ukazał
na dzbanach i na wazach —
On — potomek pasterzy i łowców
osiadł — winną hodując latorośl.
Rytm go niósł coraz dalej, coraz smutniej
pod łagodnym niebem śródziemnym,
w czerwieni pompejańskiej,
zachłanny i pogański,
winem z dzbana rozcieńczał byt ciemny —
dziedzic dóbr trwonionych rozrzutnie.
W stylach gubił majestat kamienny —
teatralnym, tubalnym popisem,
przepychem i wielością,
złotem, słoniową kością,
malachitem, onyksem, jaspisem.
Miara pękła w błysku drogocennym.