Pieśń IV

z tomu Strofy o malarstwie (1953)

Urodzeni w przyćmionych światłach
i na jasny wyniesieni dzień,
rozglądamy się trwożnie —
dotykamy ostrożnie —
dobrotliwych chybotliwych lśnień,
ssąc pierś matki — żywicielski atłas.
Poznajemy powierzchnię wszystkich rzeczy,
ostrość traw, szorstkość law, lepkość liści,
chłód zerwanych winogron,
pustkę okien i ogrom
wód płynących coraz przezroczyście]
we łzach własnych i we krwi na mieczu.
I zza gór księżycowy nagły przezior,
zieleń twardą na krzaku dzikiej róży.
Bijący ogon pawi
sprężynami błyskawic
z pękających dudniących chmurzysk
w ziemię grząską i w blachy jezior.
Jasne kształty utrwalone w pamięci
z lat dziecinnych w Borgo San Sepolcro,
hojnie rozdał we freskach
Piero della Francesca —
Starej Umbrii kolorowy folklor
świętym sprawom przydając, wzięcie.