Pieśń XI

z tomu Strofy o malarstwie (1953)

W Corotowskich mgłach, brzozach czy w mięcie,
w horyzontach zatartych oparem,
plamką krwi, krwawym znakiem,
chustą czerwoną, makiem,
obraz żyje i niebieska szarość
drży przekłuta nieśmiertelnie celnym pchnięciem.
Tam z szarości i z kropelki krwi na niej,
z wizji płowej, nieśmiałej i widnej,
po szaleństwie, po burzach,
świat się nowy wynurza
jak z potopu —