Pieśń XIII

z tomu Strofy o malarstwie (1953)

To z Cezanne’a, z jego tonów, z jego chłodów,
fakturami ukośnymi na zieleniach,
w rytmie mądrych kryształów
układanych pomału,
świat się cały odczyszczą, odmienia,
prawem działań i przymusem dowodu.
I Picassa napięciem niespokojnym,
szukającym po strychach, po piwnicach.
Figura o trzech bokach
wyznacza linię oka
i podbródka, i czoła, i lica,
na płaszczyźnie poniechanej z brązem wojny.
Samotnością płynie w nurtach stylów, epok,
które stwarza, doskonali i rzuca
na żer uczniom, wyznawcom,
szyderczym sprawozdawcom.
Dziwi ich, zastanawia, łączy, skłóca.
Masę głodną, niepłodną i ślepą.
Raz niebieski jest, rzeźbiarski, owalny,
drugi raz rembrandtowski, dociekliwy,
to znów geometryczny,
dziki, zły, spontaniczny,
to rozważny, obliczalny, dobry, tkliwy,
plaski, ostry, sceptyczny, nietykalny.