Pieśń XIV

z tomu Strofy o malarstwie (1953)

Nad głowami wieczność płynie powoli,
nieskończoność widać z okna gołym okiem.
Na sinym tle wszechświata
gołąb samotnie lata
pyłkiem dobrym, rozumnym obłokiem,
manifestem o cudzie wolnej woli.
Lasy szumią zielenią upartą,
zboża szumią zielenią przelotną.
Lecz czy leśne, czy żytnie
wyrośnie i zakwitnie
cudem dzwonków, srebrzystą tęsknotą,
serce śmiertelnych za życiem, za ziarnem.
Łagodnieje koloryt pól skoszonych.
Białe domy w złocistych stają blaskach.
Wnętrza w kraciastych chustach.
Czystość w sercach i ustach.
Różowieje zjawiskowa i płaska
sieć dokoła kąpiącej się żony.
Ile dotknięć tyle dźwięcznych kolorów,
które mistrz na światłości przetopił.
Światłości miękkie, zwiewne
opływają królewnę.
Skrzy się woda, włosy mokrych konopi
na ramionach jak strzępy ubioru.