Poezja wierszowana,
z tomu Uprosiłem ciemności (1957)
mowa zaczarowana,
już nie mowa, lecz zmowa
pięciopr zymiotnikowa.
A oni stoją nadęci,
nie wiedzą, co się święci.
Jednym tchem, jednym spojrzeniem,
jednym tajnym imieniem
zatrułem to trupie stado —
hej, Łado, Lelum, Łado!
A teraz trrrach — i po czarach.
Nic nie ma, tylko tatarak
i woda jak smoła czarna
i dusząca, i parna.
Księżyc się urwał z nieba,
już go w niebie nie trzeba.
Utopił się w czarnej wodzie
na zamościu przy brodzie.
Idźcie do domu, panowie,
gnuśnieć, śniedzieć, domowieć,
dumnie idźcie, rozumnie,
rozważnie, poważnie, tłumnie.
„To nie dla was zabawa”
,
jak mówił Kozak Sawa.