Pożar gwiazd

z tomu Badyle (1932)

Gorące światy w obieg
pchnięte tajemnym zaklęciem
rozwirowane w sobie
szalone w wytkniętym pędzie
firmament tną diamentem
ostro znaczonych elips
w zmrożony wszechświat wpięte
rozpalone do bieli
prostuję linie tym światom
wypaczam odwieczny obieg
ja roziskrzony atom
ich drogi przecinam w sobie
do mnie pochodnie bezmiarów
do mnie z mitycznych tronów
we mnie ognisko pożaru
ja waszą płonącą koroną
żarzmy się bracia, żarzmy
ogniste pląsajmy tany
na karkach zwęglone jarzma
w sercach wzniecone wulkany
nie ma już planet dalekich
nie ma pędzących mgławic
w nas płyną palące rzeki
gwiazd stado w nas się pławiwszechświat cały rozgorzał
stopione granic kontury
płoną gorące morza
kłębią się wrzące chmury
Nieświadomiem utopił zorzę w horyzoncie
sercem gładkim stukając powolne minuty
szorstkie ręce na poprzek ułożyłem w kącie
bezładnie zaskoczony i bezwładnie skuty
tłukę się po bezdrożach we mnie rozpostartych
błądzę sobą na oślep, szukam się i ginę
aż przesiąknę oddechem dłoni o mnie wspartych
i usnę kołysany roztrwonionym winem.