Prorocy!

z tomu Akord (1951)

Kabała
Chłodem przez chude zboże,
mrozem przez puste zapole,
lodowatym wiadrem przez pożar
na swojską dolę-niedolę.
Skopki puste, bo zły krowom naszeptał:
na oborze za darmo wymarnieją —
młyny mielą ziarno jeszcze ciepłe,
a ręce zgrabiałe już sieją.
W czarnym chlebie sól jak kwarc w granicie,
tak się spiekły porośnięte kłóski.
Nie wystarczy snów na całe życie,
a za bujnie, żeby tak jak kamień usnąć.
Żeby legnąć w snop ściśnięty powrósłem
popod pieśnią o Wianuszku, o Ładzie,
jak to ziele ochrzczone ciemnym gusłem
na odpuście w jarmarcznej gromadzie.
Święte ziele z prosiętami w półkoszkach,
przykryte — nie cudze, nie moje.
Chleb słodkawy, a dola gorzka —
umarłemu za nic pańskie pokoje.
Cóż pokoje, kiedy w oczach pole czyste,
a nad polem niebo znajome,
sosny w górze, a ptaki nisko,
w mieście jarmark, a odpust za domem.