Rawenna
z tomu Obrona mgieł (1949)
Górą przeleciał biały dzień
nad dachami kościołów,
nad studnią z otwartym wiekiem w pustkę.
Zachód będzie,
różowe woły kończą orać
zielono-rudą chustkę.
Zamykasz oczy wieczorne na zgiełk,
sunąc myślą znużoną za mrokiem,
za ciszą, w której rozliczasz oddechem,
i myślisz — biały jak śnieg,
smakujesz — jak miód słodki,
miodom i śniegom na pociechę.
Wiatr na ciebie upadnie,
będziesz drżała w wilgoci kwietnej,
z kilką gwiazd rozcieńczonych chłodem
ułożysz ciało bezładnie
na szumach tajemnic letnich,
odetchniesz ciemnem i miodem.
Rosnąć zaczniesz z kruchego ciała
na chwałę i na zaczyn
dźwięku, wzbudzonego od wnętrza,
i uroczyście będziesz trwała
odkupiona i pełna naczyń
osobliwych i najświętszych.A ja miałko natłukę szkła,
jagód nabroczę i mchu nadrę,
nagarnę fali miodo-pszennej,
w pawich, w błyszczących tłach
prawdę prostą wzorzyście zawrę
o pannie dziwnej — i o Rawennie.