Sad jesienny
z tomu Dalekie łąki (1935)
Deszczyk pryska, droga śliska,
Zadymione kartofliska;
Przekwitł łubin, ziarno zgubił,
Któż go wygniótł tak i ubił.
Może grad w lecie spadł,
Może czart na łubin siadł,
Albo może „upiór wał”
Zawałował, wpadłszy w szał.
Nad łubinem śpiewny bór,
Świerków dur, sosen chór;
Jeszcze wyżej szumna jodła,
Dziwny rodu tego odłam.
Wszystkie pola, cały las
Wyrzekają na ten czas:
Że to niby ma być wrzesień,
Że to taka złota jesień.
Zaorali siwy łubin,
Co się w końcu sam wygubił,
Nad skibami w długim rzędzie.
Chmury w pędzie, chmury wszędzie.
Pola w dymie, lasy w mgłach
I na wrzosy upadł strach
Poszarzały jak ten świat.
Jeden tylko wybuchł — sad.