Samotne topole
z tomu Dalekie łąki (1935)
Przyszły samotne topole
I proszą się sosnom.
Szeleszczą swoje niedole,
Ze chcą po lesie rosnąć.
Więc skargi i ramoty,
Na to sterczenie samotne,
Na topolowe tęsknoty
I na dni słotne.
Na jemiołę w koronie,
Na tę zieloną zmorę,
Na stare gniazda wronie
I na gałęzie chore.
Na wiatry późnojesienne,
Przewiewne i niestałe,
Na figury kamienne
I na krzyże spróchniałe.* * *
Nie wiadomo, którędy iść trzeba, żeby zginąć
I przepaść raz na zawsze w urojonej pustelni; —
Trop zmylić, ślady zatrzeć, pogoni się wywinąć,
Własne lica zataić, jak grajkowie weselni.
Nie wiadomo, którędy poszła cicha i sama
I przepadła na zawsze w czarnym borze dalekim.
Ślady bose zmyliła, przepuściła ją brama,
No i droga nieboga i krzyż w polu kaleki.
Komu teraz maliny, komu jagody,
Komu drobne fiołki w bukiecie,
Komu słota codzienna i tęczowe pogody,
Komuż wreszcie moje serce na świecie.