To wszystko,

z tomu Poemat nielogiczny (1949)

czy jawnie będzie żył czy skrycie,
o co potyka się swym życiem.
Zasięg przeróżny, wielki, mały,
czasami krąg zupełny, cały,
czasem wycinki tylko, wręby
albo ruchliwe żywe macki.
Czasami jest to krąg prostacki
powycinany w ostre zęby,
czasem subtelny, wyszukany,
czuły na najdrobniejsze zmiany,
tak jak łakomy i ambitny
kameleona język chwytny.
Z przestrzeni takiej świat się sączy
w organizm jak w dźwięczący kielich.
A potem raptem się wyłączy
i wierszem jak rakietą strzeli.
Lecz kiedy już gotowe wiersze
popłyną głośno między ludzi...
Dlaczego — w jednym wiersz obudzi
odzew,
a czasem nawet szersze
kręgi falować zaczną tonemprzejętym, tak jak kamertonem,
podczas gdy drugi drganie minie,
trzeciego muśnie tylko.
Winię
tu tylko właśnie, mimo wszystko,
zakres przestrzeni doznawania.
Pomijam częstotliwość drgania,
kwestię aż nadto oczywistą.
Przestrzenie są jak kule szklane,
co się wzajemnie przenikają,
są takie, które otaczają inne
i są jak gdyby z sobą zlane
częściami.
Są takie, co się w innych mieszczą.
Są takie, co się spotykają,
jak na bilardzie kule z kości:
ledwo się dotkną, a już w złości
znowu od siebie odbiegają.
Nic więc dziwnego, że nie mogą
pojąć tych innych,
bo ich istota, jak moszcz winny,
nie wzruszy obcej im przestrzeni.
Wtedy dopiero to się zmieni,
kiedy poeta przestrzeń swoją
rozszerzy tak, że swym promieniem
opisze koło wielkie.
Rojem
przestrzenie innych ludzi
lecąc — wciąż będą w jego kole.
Taki poeta wszystkich zbudzi,
a sam stać będzie na cokolei słowa jego każdy pojmie,
bo będzie mówił tak, że dojmie
jak wiatr, który jednako głaszcze
stuletnie dęby i lwie paszcze,
mimo odmiennych ciał i natur.
Wrócimy jednak do tematu.
Temat w poezji, jego zasięg
i kształt, i odpowiednik w tonie,
w obrazie, w barwie i w przenośni.
Temat, co tli się sam bezgłośnie,
podwaja słowo i rozluźnia.
Przezroczyścieje temat-kuźnia
iskrom, co znaczą same sobie.
A kowal, młoty, żar — to próżnia,
to tylko nikły, zwiewny motyw,
wzniesiony, by rozjarzyć loty
iskrom, świecącym słowom.
Albo też temat, jak narkotyk
oszałamiając elementy,
okrywa sens słowami spięty,
które jak gwoździe w aksamicie
wtłoczone w sierść niematerialną
trzymają frazę arbitralną,
same zatarłszy się w niebycie.
Tak więc tematem można kryć
i można temat usłać tłem,
i można nim jak nicią szyć,
i dudnić można nim jak dnem.
Temat w obrazach może mieszkać
i co przenośnia się objawiać
na krańcach strof, na samych brzeżkach,
w światłach gasnących i w żurawiach.