Trzeba go przeczytać,

z tomu Poemat nielogiczny (1949)

przekazać tylko, prosto podać,
niech samo słowo, jak uroda,
porywa, dziwi, cieszy, nęci.
Najlepiej czytać wiersz z pamięci.wcielać ich w siebie albo dać
siebie postaci utworzonej
przez siebie na czas przedstawienia.
W niej się zagubić, w nią przemienić.
Aktor, z wyjątkiem filmowego,
skazany jest na krótkotrwałość
swojego dzielą.
Bo tak już jest, że twórczość jego
z gongiem się zawsze zaczynała
trwając niecałe
trzy godziny.
Postać stworzona lotnym cieniem
przeminie i chwilą się prześni.
Aktor buduje, aktor rzeźbi
za marmur mając własne ciało,
a za narzędzie młot.
Aktor dochodzi do postaci
różnymi drogi, są aktorzy
jakby leniwi i nieskorzy,
choć każdy cenę wielką płaci
za tę przemianę.
Niektóry postać swoją tworzy
już przy czytaniu, krok za krokiem,
kropla po kropli, cal po calu
wsączając w siebie bohatera.
„Ja” w tym aktorze schnie, umiera,
a postać rodzi się, korala
kwiatem powolnie skamieniałym.
Inny zaś, błyskawicą, strzałem
nagle olśniony, przemieniony,
jak człowiek Bogiem nawiedzony,
dźwięcznym sformuje się kryształem,magią roztworów przesyconych,
za niewidocznym wstrząsem, tknięciem.
Tak jak królewicz przez zaklęcie.
Magii aktorskich ciągłych przemian
nie zniosłaby rodzinna ziemia,
więc znalazł dla niej grecki geniusz
miejsce przychylne przemienieniom.
Na nim czy na niej, mniejsza o to,
w umownym czasie i obrotom
ziemi czy nieba niepodległym,
w odosobnieniu, w śnie odległym,
nieziemskim jakimś dziwnym prawem
dzieją się poetyckie sprawy.
A sprawom tym jest za patrona
widownia, jedna jakby strona,
i muzy, które w mijającym
dziele przybiegły się połączyć.
Barwa ze słowem, gest z melodią
na wywyższonym jasnym podium
przenikną się na oczach ludu
i dokonawszy tego cudu
odpłyną w byty nieśmiertelne
zróżnicowane i oddzielne.
A lud żegnając je oklaskiem
i wrota zamykając z trzaskiem
nic nie wie i za czyją sprawą
nieśmiertelności mógł bić brawo.
Za sprawą samotnego ducha,
który kometą krąży w górze,
zadudni jeszcze scena głucha,
rytmem zadźwięczą głosy w chórze.
Las się zaludni, a pod lasem
Spodek z dyszkantu spadłym basembędzie napierał się grać lwa
i Shylok będzie brodę rwał,
kiedy się dowie, że Jesyka
z Lorencem ciemną noc przenika;
królewicz Hamlet nędznej sforze
aktorów sztukę sam układa,
by pomścić ojca śmierć.