Wiatraki
z tomu Badyle (1932)
W zamiejskim zaogrodzie szarym, byle jakim
nikt mnie nigdy nie szuka i nikt nie odwiedzi;
czasem tylko przychodzą połamane wiatraki
dziurawymi skrzydłami wokoło mnie bredzić.
Chore gmachy, pomniki wyschnięte i kruche
trzeszczą we mnie, wrośnięte zbutwiałym ogromem —
chwytam dźwięk ich umarły roztęsknionym uchem,
dźwięk, który po mnie dudni stutysięcznym gromem.
Bo one — choć umarłe — wszystko wokół wiedzą;
nimbem opajęczone, niepojęte znaki
i nużą mnie i w myśli niewolniczo siedzą
wędrujące symbole, połamane wiatraki.