Wieczór w marszu
z tomu Obrona mgieł (1949)
W skrzypieniu kól i stuku podków,
w chrzęście rzemieni bliskich koniom,
najczulej drżącej struny dotknę
żarliwą szukającą dłonią.
Zakwitną grusze i jabłonie,
z gruzów powstanie cichy dom
i na zielonym, na gazonie
wybuchnie purpurowy klomb.
I dniom dzisiejszym moim wbrew,
na złość, na opak i na przekór
w cieniu znajomych dobrze drzew
nad umajoną siądę rzeką.
W odbite zapatrzony niebo,
gdy szmer po trzcinach wolno gasł,
w kucki z razową pajdą chleba,
tak jakbym karpie w stawie pasł.
Jakbym pasterzył kurkom wodnym,
tabunom żab i stadom szczeżuj,
nartnikom śmigłym, żółwiom chłodnym
i zatopionym dzwonów wieżom.
Przyleciał wiatr na skrzydłach łątek
i brzegom przyniósł smak zachodu,
i zakołysał horyzontem,
zapienił grzywy sinym wodom.