Wiersz

z tomu Uprosiłem ciemności (1957)

Ile sił trzeba, żeby wymówić słowo,
gardłem zagrać, językiem poręczyć,
sercem, piersią, ustami i głową
krzyknąć tak, że i znaczy, i dźwięczy.
Ziemia — czy ja wiem? — to znaczy tylko ziemia,
dwie sylaby wymówione ciepło;
kto ją zna, to jedynie z imienia,
bo nie ona, lecz słowo zakrzepło.
Woda stoi oparta na dnach
i powietrze przylega do wody,
noc cieniami cicho wisi na mgłach
przeciw wiatrom, chorągwiom niezgody.
Rano słońce podskoczy w powietrzu,
noc obleci cienistym liściem,
wiatr uderzy w stronę nieba najbledszą,
będzie raźniej i przezroczyściej.
Cały świat za oknami, za progiem,
taki jak jabłko, jak owoc —
gdyby nie ogień, gdyby nie ogień
i gdyby nie słowo, nie słowo.
Słowo ogniem dosięga kart,
ogień słowami wybucha;
choćby się rymom opierał bard,
to go rym nie posłucha.