Żurawie

z tomu Dalekie łąki (1935)

Śpią olchy nad łąkami nocą opętane,
Liście olchom posłuszne ociekają rosą,
Na oparach zawieszam serce skołatane
I oczy zamylone po torfach mnie niosą.
Wbrew zieleni i kwiatom pachnącym na przekór,
Nie spoczywam w ciemności po szaleństwie jasnem,
Jak żagiew, co przez drogę świeciła daleką,
W niedoczekanym brzasku wraz z gwiazdami gasnę.
Wtem naraz tuman przeciął ściany czarnych lasów,
Drzewa w mgłach utonęły i znad mgieł wyrosły,
Świt szarością się zrodził i wstęgą opasał
Wszystko moje, co z sobą z wędrówki przyniosłem.
A potem z błędnej wstęgi wykwitły, jak znikąd,
Szare ptaki, oparom podobne i bliskie.
Zatrąbiły na młakach wylęgłą muzyką,
Szczęście żurawie głosząc gorącym wybłyskiem.
I runął poprzez łąki i na lasy hejnał,
Wszystkie tętna wokoło w jeden akord złączył,
Radość brzasku przeczuła olcha nocą chwiejna,
Gdy z oparów na liście dreszcz życia się sączył.* *
Drogi leśne, bezkresne, zarośnięte chwastami,
Błądzicie samotnice światami.
Zapatrzony, wsłuchany w piasek waszych kolein,
Iłem czul kołysanek, iłem przeczuł z zawiei.
I na każdym wyboju, kołem tłukąc o korzeń,
Budziłem się z uroju, znów do drogi, o Boże.
Wtedy las ponade mną gałęziste snuł wieko,
Piachu pieśnią przyziemną głusząc ostry szprych klekot.